Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

2

Kingston DataTraveler Locker+G3 – Pendrive z chmurą czyli naprawdę bezpieczne dane

Pendrive to świetna rzecz do przenoszenia danych, wszak zawiera pamięć tzw. nieulotną (kto to wymyśla?) do trzymania ważnych danych zawsze pod ręką, jest mały (choć nie każdy) i zawsze można go mieć przy sobie.

Ma jednak jedną ważną wadę – łatwo go zgubić a wtedy… nasze dane mogą dostać się w „łapki” osób niepowołanych a jeśli do tego nie mamy kopii takich danych, stracimy je.

Rozwiązanie bezpieczeństwa przed dostępem osób niepowołanych do danych na pendrive są znane od lat, to szyfrowanie danych. W większości przypadków użytkownicy stosują szyfrowanie programowe, które nie jest trudne do złamania – choć może to zająć sporo czasu – ale da się. Dużo lepszym rozwiązaniem jest szyfrowanie sprzętowe, które nie jest już proste do złamania. Świetnie, ale nadal pozostaje kwestia kopii bezpieczeństwa danych z pendriva, wszak po skopiowaniu jakichś ważnych danych możemy je modyfikować na innym sprzęcie, mając pierwotną kopię u siebie, w razie straty pena stracimy tylko to co nowe. Nie można by tych funkcji połączyć? Można. I jest nawet gotowe rozwiązanie, na które nie wydamy fortuny.

Oto DataTraveler Locker+ G3, zmodyfikowana wersja, która jest już w sprzedaży. Pendrive, który oprócz szyfrowania sprzętowego, ma również wbudowaną opcję kopii bezpieczeństwa danych w chmurze i to bez ograniczenia do jednej, możemy wybrać najwygodniejszą dla nas z pośród kilku najważniejszych. Możemy wybrać między: Dropboxem, boxem, Google Drivem, chmurą Amazona, OneDrivem, lub zdefiniować inną w opcji „More Clouds”

wybór chmuryAle od początku.

1Pendrivy DataTraveler G3+Locker znane są na rynku, przede wszystkim właśnie z szyfrowania sprzętowego danych i trwałej metalowej obudowy, naprawdę ciężko jest je zniszczyć podczas normalnego użytkowania.2Używanie takiego pendrive wymaga jednak drobnych przygotowań, konfiguracji hasła i opcji, które mogą pomóc „znalazcy” w dotarciu do nas jako właścicieli tego urządzenia.

Po pierwszym podpięciu pena do komputera uruchomi się program instalacyjny

1_uruchamianie2_umowaPodczas instalacji konfigurujemy hasło

3_hasloi dane, które będzie można wyświetlić po podłączeniu pendrive bez znajomości hasła

4_daneNastępnie przychodzi czas na instalację aplikacji do obsługi chmury

Instalacja chmury

I wybór, jakiej chmury chcemy używać. Ja wybrałem OneDrive, ale testowałem również Dropboxa i Google Drive’a

wybór chmury

Pozostaje tylko zalogować się do konta

3I od tej pory, za każdym razem, gdy podepniemy pendriva do komputera z dostępem do internetu i poprawnym zalogowaniu do pendriva, nasze dane będą z nią synchronizowane.

Tak więc pamiętając, że nieznający hasła złodziej, nie dostanie się do naszych danych

14_ponownyformatA uczciwy znalazca może pendriva oddać, jeśli wpisaliśmy podczas konfiguracji dane kontaktowe

12_daneZ dodatkowym backupem danych w chmurze, to jest to urządzenie naprawdę godne polecenia dla każdego i każdemu je polecam.

 

Mój system tam gdzie ja – Windows To Go

Mieć przy sobie swój spersonalizowany system Windows, móc taki sprzęt chować w kieszeni, czy móc z niego skorzystać zawsze… tak, chciałbym tak, ale teraz już nie muszę chcieć, teraz to mam. Pokażę Wam Windows To Go, ale nie w rozwiązaniu korporacyjnym – choć to też jest świetne – ale w takim jak ja z niego korzystam, jako mój Windows 8.1, który zawsze jest ze mną…

Standardowo komputer to desktop, laptop, tablet czy nawet ostatnio smartfon, jednak mój komputer a właściwie dysk z systemem, ostatnio wygląda tak:Kingston

To na tym dysku mam obecnie swój spersonalizowany system Windows w wersji 8.1, pakiet Office z podpiętym kontem pocztowym, czy zsynchronizowanego FireFoxa.

Traktuję Windows To Go, jako ciekawostkę, jednak kilkukrotnie przydało mi się to rozwiązanie. no dobrze, co to jest to Windows To Go?

Microsoft przedstawia to rozwiązanie jako rozwiązanie dla pracowników mobilnych, lub pracujących w systemie BYOD – korzystających z własnego sprzętu dla celów służbowych. Do takich rozwiązań zostało stworzone Windows To Go. Ale Polak, jak to Polak, jak nie sprawdzi sam, to nie uwierzy – ja jestem Polakiem 😉

Aby sprawdzić jak można wykorzystać ten system i do czego, potrzeba jednak kilku rzeczy:

1. Płyta (obraz) z Windowsem 8 lub 8.1 w wersji Enterprise, nie ma z tym problemu, ponieważ 90 dniowy trial można pobrać bezpośrednio ze stron MS, po wcześniejszym zalogowaniu się.

2. Certyfikowany nośnik zewnętrzny, który też nie jest już problemem, zwłaszcza odkąd produkuje takie nośniki kilku producentów, ja skorzystałem z Kingstona Workspace 32GB, którego użyczyła mi właśnie firma Kingston.

W zasadzie, z potrzebnych do utworzenia takiego systemu rzeczy, to prawie wszystko, prawie, bo musimy jeszcze mieć komputer na którym można to zrobić. Metod jest kilka, można wykorzystać wirtualizację i wirtualnie uruchomić system Windows 8(8.1) w wersji Enterprise, można to zrobić z linii komend, bez instalacji wymienionego systemu, można w końcu zainstalować na dysku sam system Windows 8 Enterprise i przeprowadzić instalację Windows To Go, w sposób bezstresowy, będąc prowadzonym „za rączkę” przez menadżera tej instalacji. Pierwszy sposób został fajnie opisany na innym blogu, drugi sposób jest dla hardcorowców, ponieważ brakuje mi ciągle czasu, wybrałem sposób trzeci, dla ludzi „wygodnych” – czyli dokładnie takich jak ja, więc skupię się właśnie na tym trzecim sposobie.

1_0 Mój komputer, który świetnie działa jako środowisko do wszelkich testów, w tym przypadku również się sprawdził, po zainstalowaniu W8 Enterprise, w kafelkach, wystarczyło wpisać sekwencję Windows To Go

uruchamianie Windows To Goi zaznaczyć pierwszą opcję, dalej – jak to mówią już z górki

tworzenie obszaru roboczegoPo wybraniu urządzenia, należy wskazać obraz systemu, w moim przypadku drugi pendrive Kingstona

po wskazaniu miejsca z obrazem systemuPo spięciu wszystkiego, otrzymujemy komunikat, iż „obszar roboczy jest gotowy do utworzenia”, tak więc „dalej”

blizo, coraz bliżejSamo przygotowywanie pendriva wygląda jak zwykła instalacja wszelkiego oprogramowania a o postępie informuje nas przesuwający się pasek postępu

tworzenie pendrive Windows To GoCały „nowy komputer” możemy zabezpieczyć szyfrowaniem za pomocą BitLocker, co osobiście polecam, ponieważ uniemożliwi to osobom „postronnym” grzebanie w naszych danych na pendrivie

ustalanie hasła BitLockerW zasadzie, to tyle, nie pozostaje nic innego jak ustawić w Bios bootowanie z pendrive i uruchomienie naszego systemu.7po podaniu hasła (ustawionego przy instalowaniu systemu) reszta wygląda standardowo8Pierwsze uruchomienie na nowej konfiguracji sprzętowej9Konfiguracja konta10Ja używam dodatkowo weryfikacji wieloetapowej

12A ponieważ normalnie również używam Windows 8, mogę Windows 2 Go ustawić pod siebie 🙂13Zostało zaktualizowanie systemu20I w zasadzie tyle, jeśli idzie o instalację.

Jak jest z używalnością? Bardzo fajnie, po wpięciu do komputera otrzymujemy dostęp do pełnych zasobów sprzętowych – łącznie z dyskami twardymiwindows to go dyskiA całość działa jak normalny system z możliwością instalacji zwykłego oprogramowaniawindows to go instalacja OfficePo aktywowaniu systemu na pendrive, w moim przypadku nie była wymagana kolejna aktywacja po każdym wpięciu się do innego zestawu, być może dlatego, że sam system w wersji enterprise, z którego tworzyłem Windows To Go został aktywowany. Sklep Windows również działa poprawniewindows to go sklep windows

Podsumowanie

Dla kogo to rozwiązanie? O tym jak przedstawia je Microsoft, napisałem wyżej, sam używam tego rozwiązania od pół roku i…? Jestem z niego bardzo zadowolony, mnie Windows To Go pomógł reanimować sporo sprzętu, nie musiałem przy tym taszczyć laptopa, ba, spokojnie mogłem korzystać ze swojego systemu na cudzym sprzęcie, nie martwiąc się o konfigurację poczty, oprogramowania firmowego itp. Rozwiązanie jest naprawdę ciekawe i godne polecenia.

 

 

 

Cholerny przełącznik, czyli rutyna naprawdę jest zgubna

Zdarzają się sytuacje, które są w stanie zaskoczyć każdego, nawet tego, który wśród znajomych miewa ludzi starszych, rozpoczynających swoją przygodę z nowoczesnym sprzętem i może się spodziewać niespodziewanego.

Miewam znajomych, których prowadziłem za rękę przy wyborze sprzętu, przy zakupach, instalacji oprogramowania, których wprowadzałem w tajniki wyszukiwania czegokolwiek w Google’u, przy wyborze przeglądarki, ale i takich, którzy wiedzą najlepiej a potem i tak dzwonią, że „coś” nie działa. To będzie właśnie opis takiej sytuacji…

Telefon pierwszy:

– Darek, kupiłem okazyjnie laptopa (tutaj pada wyrzucona jednym tchem specyfikacja) – mówię Ci, super okazja za (tutaj pada cena – która jakoś specjalnie niczego nie urywa – ale nie będę się kłócił ze specem od udanych transakcji :)) – i mam problem – no właśnie… W większości wypadków, tak właśnie kończy się moja radość z wysłuchania szczęścia i zadowolenia moich znajomych. Te dwa wyrazy niszczą współdzieloną radość z udanych (w mniemaniu dzwoniącego) transakcji. – Mam problem – kontynuował znajomy – ponieważ nie działa mi Internet. W mojej głowie nastąpiła burza myśli, „nie działa mi Internet” – weź się człowieku i domyśl co nie działa. „Nie działa Internet” – jaka szkoda, że to tylko lokalne zdarzenie, ileż miałbym spokoju i radości, gdyby to faktycznie Internet przestał działać, niestety, nie ma tak dobrze… – No dobra – zapytałem – co konkretnie nie działa? Nie działa jak otworzę przeglądarkę… tzn. nic się nie otwiera. No ok, już coś wiem – podłącz komputer kabelkiem pod router, bo Wi-Fi nadal nie umiesz konfigurować, choć to Twoje Wi-Fi – odpowiedziałem z uśmiechem – jeśli zadziała, to zadzwoń do mnie, bo w tej chwili muszę kończyć, bo jestem w pracy.

Telefon drugi:

– Darek, a gdzie mam podpiąć ten komputer? – umarłem… Miałem nadzieję, że naprawdę, że świat się właśnie skończył, że nie będę musiał kontynuować tej rozmowy, przecież rozmawiałem z największym specjalistą od wszelkich nowości programowych (według niego), z gościem, który Windowsa 10 „technical preview” połyka na śniadanie, Windowsa 8 zna jak własną kieszeń, „przerobił” większość programów do zapewniania sobie anonimowości w sieci… Nie, nie wypadało mi się rozłączyć, wszak znajomy jest tym znajomym, który gotów jest zapłacić za mój przyjazd do niego (tak – wyselekcjonowałem sobie grupę znajomych, aby nie musieć kłamać, że mam Maca – bo go nie mam ;)). Ok, jedziemy dalej… – Wtyczka z kabelka od routera pasuje do gniazda w laptopie, tylko do jednego – mówię, – wetknij tam, a komputer sam sobie skonfiguruje połączenie i pokaże Ci się ikonka w pasku (nie, nie używam „profesjonalnych określeń typu „zasobnik systemowy” aby uniknąć tłumaczenia co to jest, tłumaczenia, którego ktoś, kto nie jest geekiem i tak nie zrozumie) na dole. Potem sprawdź, czy otwierają Ci się strony internetowe i oddzwoń do mnie, bo nadal jestem w pracy.

Telefon trzeci:

– Darek, nie działa, nic się nie otwiera, nic się nie dzieje. – Dobra podjadę po pracy i sprawdzę.

Prowadziliśmy ze znajomym wiele dyskusji na temat rękojmi, gwarancji i tego typu rzeczach, rozmawialiśmy również niedawno o nowelizacji ustawy o zakupach konsumenckich i o wynikających z niej ułatwień dla kupujących. Rozmawialiśmy o korzyściach wynikających z zakupu nowego sprzętu i rozmawialiśmy o „rozmowach”, które dobrze jest przeprowadzić przed dokonaniem zakupu sprzętu z tzw. „drugiej ręki”, rozmawialiśmy, ale niektórzy są niereformowalni. Zaopatrzony (jak zawsze od dłuższego czasu) w mojego pendriva z Windows Too Go (bardzo wygodne narzędzie, które również niedługo opiszę) przygotowany na każdą ewentualność, udałem się w drogę, w drogę, która jak każda z takich dróg, potrafi zwiększyć mi niewspółmiernie poziom adrenaliny, cóż, takie życie znajomego od komputerów…

Kiedy dojechałem do znajomego, pierwsze co zrobiłem, to podpiąłem komputer do sieci – po kabelku. Ups… wszystko działa… – Podpinałeś komputer do sieci? – pytam, – Noooo… – ciekawe – a jak? – pytam – No nie, nie podpinałem, nie wiem jak. – To jest właśnie sytuacja, w której mam ochotę poprzeć część Europy zachodniej i zacząć udzielać się w kwestii zabiegów u ginekologa, lub eutanazji. – No dobra, podpiąłem i wszystko działa, co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić? – nie wypada nabluzgać klientowi (bądź co bądź) i wyjść, trzeba zacisnąć zęby i być miłym.  – Skonfiguruj mi jeszcze Wi-Fi. Ok, konfiguracja Wi-Fi w Windows 7 to betka, poszło gładziutko, więc po zakończeniu „zadań pomocowych” wróciłem do domu – odpocząć – tak mi się wydawało…

Telefon czwarty:

– Darek, nie działa mi Internet bez kabla – bosz… jednak nie koniec zabawy (dodam tylko iż był już środek nocy). Wiecie co to jest automatyzm? To działania, które są dla nas oczywiste i nad którymi nie zastanawiamy się, po prostu je robimy. A wiecie co to jest rutyna? W tym przypadku jest to założenie, że to, co robimy my – zrobi każdy. Jak się okazuje nie każdy i niestety rutyna jest zgubna. Po skonfigurowaniu Wi-Fi, przełączyłem przełącznik, aby wyłączyć bezprzewodową kartę sieciową i zostawiłem Laptop na biurku kolegi podpięty kabelkiem. Po krótkim, telefonicznym instruktarzu o przełączniku temat został zamknięty a kolega szczęśliwy.

Miałem nie mieć postanowień noworocznych, jednak to wydarzenie sprawiło, że musiałem zmienić plan na cały nadchodzący Nowy Rok. Postanowienie jest i będę uparty w jego realizacji…

„Bądź cierpliwy, traktuj każdego z szacunkiem, nie unikaj wyzwań, ale przede wszystkim – POZBĄDŹ SIĘ RUTYNY – bo często błahostki są dla innych tematami nie do rozwiązania”

Czego i wam wszystkim życzę w tym nowym – 2015 roku 😉