Archiwa tagu: przełącznik wi-fi

Cholerny przełącznik, czyli rutyna naprawdę jest zgubna

Zdarzają się sytuacje, które są w stanie zaskoczyć każdego, nawet tego, który wśród znajomych miewa ludzi starszych, rozpoczynających swoją przygodę z nowoczesnym sprzętem i może się spodziewać niespodziewanego.

Miewam znajomych, których prowadziłem za rękę przy wyborze sprzętu, przy zakupach, instalacji oprogramowania, których wprowadzałem w tajniki wyszukiwania czegokolwiek w Google’u, przy wyborze przeglądarki, ale i takich, którzy wiedzą najlepiej a potem i tak dzwonią, że „coś” nie działa. To będzie właśnie opis takiej sytuacji…

Telefon pierwszy:

– Darek, kupiłem okazyjnie laptopa (tutaj pada wyrzucona jednym tchem specyfikacja) – mówię Ci, super okazja za (tutaj pada cena – która jakoś specjalnie niczego nie urywa – ale nie będę się kłócił ze specem od udanych transakcji :)) – i mam problem – no właśnie… W większości wypadków, tak właśnie kończy się moja radość z wysłuchania szczęścia i zadowolenia moich znajomych. Te dwa wyrazy niszczą współdzieloną radość z udanych (w mniemaniu dzwoniącego) transakcji. – Mam problem – kontynuował znajomy – ponieważ nie działa mi Internet. W mojej głowie nastąpiła burza myśli, „nie działa mi Internet” – weź się człowieku i domyśl co nie działa. „Nie działa Internet” – jaka szkoda, że to tylko lokalne zdarzenie, ileż miałbym spokoju i radości, gdyby to faktycznie Internet przestał działać, niestety, nie ma tak dobrze… – No dobra – zapytałem – co konkretnie nie działa? Nie działa jak otworzę przeglądarkę… tzn. nic się nie otwiera. No ok, już coś wiem – podłącz komputer kabelkiem pod router, bo Wi-Fi nadal nie umiesz konfigurować, choć to Twoje Wi-Fi – odpowiedziałem z uśmiechem – jeśli zadziała, to zadzwoń do mnie, bo w tej chwili muszę kończyć, bo jestem w pracy.

Telefon drugi:

– Darek, a gdzie mam podpiąć ten komputer? – umarłem… Miałem nadzieję, że naprawdę, że świat się właśnie skończył, że nie będę musiał kontynuować tej rozmowy, przecież rozmawiałem z największym specjalistą od wszelkich nowości programowych (według niego), z gościem, który Windowsa 10 „technical preview” połyka na śniadanie, Windowsa 8 zna jak własną kieszeń, „przerobił” większość programów do zapewniania sobie anonimowości w sieci… Nie, nie wypadało mi się rozłączyć, wszak znajomy jest tym znajomym, który gotów jest zapłacić za mój przyjazd do niego (tak – wyselekcjonowałem sobie grupę znajomych, aby nie musieć kłamać, że mam Maca – bo go nie mam ;)). Ok, jedziemy dalej… – Wtyczka z kabelka od routera pasuje do gniazda w laptopie, tylko do jednego – mówię, – wetknij tam, a komputer sam sobie skonfiguruje połączenie i pokaże Ci się ikonka w pasku (nie, nie używam „profesjonalnych określeń typu „zasobnik systemowy” aby uniknąć tłumaczenia co to jest, tłumaczenia, którego ktoś, kto nie jest geekiem i tak nie zrozumie) na dole. Potem sprawdź, czy otwierają Ci się strony internetowe i oddzwoń do mnie, bo nadal jestem w pracy.

Telefon trzeci:

– Darek, nie działa, nic się nie otwiera, nic się nie dzieje. – Dobra podjadę po pracy i sprawdzę.

Prowadziliśmy ze znajomym wiele dyskusji na temat rękojmi, gwarancji i tego typu rzeczach, rozmawialiśmy również niedawno o nowelizacji ustawy o zakupach konsumenckich i o wynikających z niej ułatwień dla kupujących. Rozmawialiśmy o korzyściach wynikających z zakupu nowego sprzętu i rozmawialiśmy o „rozmowach”, które dobrze jest przeprowadzić przed dokonaniem zakupu sprzętu z tzw. „drugiej ręki”, rozmawialiśmy, ale niektórzy są niereformowalni. Zaopatrzony (jak zawsze od dłuższego czasu) w mojego pendriva z Windows Too Go (bardzo wygodne narzędzie, które również niedługo opiszę) przygotowany na każdą ewentualność, udałem się w drogę, w drogę, która jak każda z takich dróg, potrafi zwiększyć mi niewspółmiernie poziom adrenaliny, cóż, takie życie znajomego od komputerów…

Kiedy dojechałem do znajomego, pierwsze co zrobiłem, to podpiąłem komputer do sieci – po kabelku. Ups… wszystko działa… – Podpinałeś komputer do sieci? – pytam, – Noooo… – ciekawe – a jak? – pytam – No nie, nie podpinałem, nie wiem jak. – To jest właśnie sytuacja, w której mam ochotę poprzeć część Europy zachodniej i zacząć udzielać się w kwestii zabiegów u ginekologa, lub eutanazji. – No dobra, podpiąłem i wszystko działa, co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić? – nie wypada nabluzgać klientowi (bądź co bądź) i wyjść, trzeba zacisnąć zęby i być miłym.  – Skonfiguruj mi jeszcze Wi-Fi. Ok, konfiguracja Wi-Fi w Windows 7 to betka, poszło gładziutko, więc po zakończeniu „zadań pomocowych” wróciłem do domu – odpocząć – tak mi się wydawało…

Telefon czwarty:

– Darek, nie działa mi Internet bez kabla – bosz… jednak nie koniec zabawy (dodam tylko iż był już środek nocy). Wiecie co to jest automatyzm? To działania, które są dla nas oczywiste i nad którymi nie zastanawiamy się, po prostu je robimy. A wiecie co to jest rutyna? W tym przypadku jest to założenie, że to, co robimy my – zrobi każdy. Jak się okazuje nie każdy i niestety rutyna jest zgubna. Po skonfigurowaniu Wi-Fi, przełączyłem przełącznik, aby wyłączyć bezprzewodową kartę sieciową i zostawiłem Laptop na biurku kolegi podpięty kabelkiem. Po krótkim, telefonicznym instruktarzu o przełączniku temat został zamknięty a kolega szczęśliwy.

Miałem nie mieć postanowień noworocznych, jednak to wydarzenie sprawiło, że musiałem zmienić plan na cały nadchodzący Nowy Rok. Postanowienie jest i będę uparty w jego realizacji…

„Bądź cierpliwy, traktuj każdego z szacunkiem, nie unikaj wyzwań, ale przede wszystkim – POZBĄDŹ SIĘ RUTYNY – bo często błahostki są dla innych tematami nie do rozwiązania”

Czego i wam wszystkim życzę w tym nowym – 2015 roku 😉